English

Nieustające naruszenia wolności obywatelskich na granicy polsko-białoruskiej

Nieustające naruszenia wolności obywatelskich na granicy polsko-białoruskiej
(Photo Credit: Getty Images).

Tło wydarzeń

1 grudnia 2021r, na granicy polsko-białoruskiej, wygasł, po wcześniejszym przedłużeniu na kolejne 60 dni miesięczny stan wyjątkowy. W związku z tym polski rząd wprowadził kilka środków zastępczych, które utrzymały ograniczenia w dostępie do obszaru nadgranicznego. Ograniczenia na granicy, które zostały pospiesznie wprowadzone przez parlament, będą obowiązywać do 1 marca 2022 roku. Komisarz Rady Europy do spraw Praw Człowieka, zgłosił jednak zastrzeżenia co do zapisów przewidzianych w zaktualizowanej ustawie o ochronie granic:

"Przyjęte wczoraj zmiany w polskiej ustawie o ochronie granic skutecznie utrwalają wiele restrykcyjnych środków wprowadzonych przez stan wyjątkowy w kraju, co ma negatywne skutki dla swobody przemieszczania się, zgromadzeń i wypowiedzi na wschodniej granicy Polski".

Dodatkowo, w kwestii zarządzania kryzysem migracyjnym, 14 października 2021 roku Sejm RP przyjął rozporządzenie, które de facto zezwala na wypychanie (tzw.push-back) migrantów. Zgodnie z projektem ustawy, migranci nielegalnie przekraczający granicę będą zmuszeni do opuszczenia kraju i będą mieli zakaz wjazdu do niego przez okres od sześciu miesięcy do trzech lat.

Odrębnym problemem jest gwałtowny wzrost zachorowań na COVID-19 odnotowany w grudniu 2021 r., i przypadający na okres świąt Bożego Narodzenia. Raporty mówią o ponad 15 500 nowych zakażeniach i o rekordowej liczbie 794 zgonów w dniu 29 grudnia 2021 r. Po bardzo krótkim spadku liczby nowych zakażeń, na początku stycznia 2022 r., Polska stoi w obliczu piątej fali pandemii.

Zmiany w zakresie praworządności

Utrzymują się napięcia między polskim rządem a Unią Europejską w kwestii praworządności.

27 października 2021 roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że Polska musi zapłacić dzienną grzywnę w wysokości 1.000.000 euro za niezastosowanie się do poprzedniego wyroku sądu. We wcześniejszym orzeczeniu domagano się m.in. zawieszenia działalności polskiej Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, gdyż naruszała ona Europejską Konwencję Praw Człowieka. Co więcej, kilka dni później przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen dała do zrozumienia, że środki z funduszu naprawczego przeznaczone dla Polski zostaną wstrzymane, do czasu osiągnięcia porozumienia w zakresie standardów sądownictwa i praworządności. Do 11 stycznia 2022 r. Polska miała przedstawić Komisji Europejskiej wyjaśnienie, w jaki sposób zamierza dostosować swoje krajowe reformy sądownictwa do nakazu sądowego. Według rzecznika KE, Komisja "szybko" wystosuje pisma z "wezwaniem do zapłaty", jeśli brak zgodności będzie się utrzymywał.

Pondato, 16 listopada 2021 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że polskie przepisy pozwalające Ministrowi Sprawiedliwości na powoływanie i odwoływanie sędziów wyższych sądów karnych są niezgodne z prawem UE.

W dniu 22 grudnia 2021 r. Komisja Europejska wszczęła przeciwko Polsce postępowanie w sprawie niewypełnienia zobowiązań państwa członkowskiego, po tym jak na początku października 2021 r. polski Trybunał Konstytucyjny orzekł, że prawo polskie jest nadrzędne wobec prawa unijnego (zob. poprzednia aktualizacja).

Oprócz toczenia bojów z Unią Europejską, Polska toczyła również spór z Radą Europy. 24 listopada 2021 roku orzeczenie polskiego Trybunału Konstytucyjnego uznało, że część Europejskiej Konwencji Praw Człowieka jest niezgodna z polską konstytucją. Dokładniej rzecz ujmując, spór odnosi się do art. 6 ust. 1 Konwencji, dotyczącego prawa do rzetelnego procesu sądowego. W związku z tym Sekretarz Generalna Rady Europy Marija Pejčinović Burić zwróciła się do Polski o wyjaśnienie, w terminie do marca 2022 r., w jaki sposób kraj zamierza wdrożyć postanowienia przewidziane w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Wcześniej, w maju 2021 roku, Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPCz) orzekł, że w wyniku powołania sędziów przez obecną koalicję rządzącą na obsadzone już stanowiska, polski Trybunał Konstytucyjny nie spełnia kryteriów niezależnego sądu, a tym samym nie ma usankcjonowania prawnego to rzetelnego orzecznictwa.

"Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z pewnością nie wywoła zewnętrznych skutków prawnych, gdyż ETPCz nadal będzie mógł rozpatrywać skargi obywateli dotkniętych działaniami Trybunału Konstytucyjnego podjętymi w niezgodnie powołanym składzie. Wyrok TK może co najwyżej wywołać skutki wewnętrzne, zniechęcając sądy do kwestionowania mocy wiążącej wyroków TK wydanych z udziałem osób nieuprawnionych do orzekania" - Maciej Kalisz, prawnik Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Według raportu Human Rights Outlook, w ciągu czterech lat w Polsce nastąpiło najostrzejsze na świecie pogorszenie niezależności sądów.

"Polska, krucha i uwsteczniająca się demokracja, była świadkiem najbardziej gwałtownego spadku niezależności sądów ze wszystkich krajów w ciągu ostatnich czterech lat, spadając ze 118. na 61. miejsce w globalnym rankingu, wyprzedzając Węgry jako najgorzej radzący sobie z utrzymaniem praworządności kraj w UE."

Ponadto, w związku z pogorszeniem się sytuacji związanej z niezawisłością sądów, Krajowa Rada Sądownictwa (KRS) została usunięta z Europejskiej Sieci Rad Sądownictwa (ENCJ).

Niemniej jednak, kilka wybitnych organizacji społeczeństwa obywatelskiego (CSO) zebrało się wraz z partiami opozycyjnymi, aby zobowiązać się do wspólnej pracy nad inicjatywą ustawodawczą mającą na celu obronę i przywrócenie rządów prawa w Polsce. 7 grudnia 2021 r. zostało podpisane "Porozumienie dla Praworządności". Projekt, zainicjowany przez Stowarzyszenie Sędziów Polskich "Iustitia", ma kilka celów, do których należą m.in. nowelizacja kilku ustaw, w tym ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa i ustawy o Sądzie Najwyższym, przywrócenie do pracy wybranych usuniętych sędziów, zawieszenie działalności Izby Dyscyplinarnej oraz wstrzymanie orzeczeń o zdjęciu kar finansowych z Polski, co umożliwi odblokowanie środków unijnych.

Mobilizacja i pokojowe zgromadzenia

W związku z przedłużeniem stanu wyjątkowego w strefie przygranicznej, organizacje pozarządowe ogłosiły niemożność do działania w strefie zamkniętej, co jest też przyczyną doniesień mówiących o pogorszającej się sytuacji w zakresie praw człowieka i dramatycznych warunkach na granicy polsko-białoruskiej. Raport Human Rights Watch wzywa Unię Europejską do zachęcenia Polski do zniesienia restrykcji granicznych dla pracowników medycznych, dziennikarzy, aktywistów, prawników i obrońców praw człowieka.

"UE i inne państwa członkowskie powinny naciskać na Polskę, aby ta ułatwła dostęp humanitarny po swojej stronie granicy i wspólnie rozważył mechanizm tymczasowej relokacji migrantów, aby umożliwić osobom, które przybywają na terytorium Polski, tymczasowe przeniesienie w inne miejsce w UE, gdzie mogłyby liczyć na sprawiedliwe rozpatrzenie ich wniosków o azyl na terenie UE”.

Nadal jednak obowiązują restrykcje wobec organizacji społeczeństwa obywatelskiego.

Niepokojącym wydarzeniem było przeprowadzenie policyjnego nalotu w celu zbadania działalności grupy pomocy humanitarnej, Klubu Inteligencji Katolickiej, działającej w pobliżu granicy. 15 grudnia 2021 roku czterech wolontariuszy grupy zostało przesłuchanych przez policję, a telefony i laptopy grupy zostały skonfiskowane. Nalot został uznany za akt zastraszenia wobec działaczy humanitarnych. Według rzecznika regionalnego policji, Tomasza Krupy, interwencja miała miejsce, ponieważ podejrzewano, że grupa prowadzi nielegalne działania w odniesieniu do migrantów przekraczających granicę, a zatem nalot uznano za konieczny. Ogólnopolska Federacja Organizacji Pozarządowych (OFOP) wystosowała oświadczenie solidarnościowe do Klubu Inteligencji Katolickiej:

"Chcielibyśmy podkreślić, że atak na waszą organizację traktujemy jako atak na wszystkie organizacje pozarządowe, które działają na rzecz podstawowych praw i wolności, które wierzą w demokrację i rządy prawa".

Ponadto osoby niosące pomoc humanitarną migrantom donoszą, że spotykają się z groźbami, a nawet represjami za swoją działalność pomocową, w tym brutalnymi operacjami zatrzymania i przeszukania oraz kampaniami oszczerstw i zastraszania aktywistów wypowiadających się w mediach.

Polska Afera 'Watergate': Sprawa Pegasusa

W grudniu 2021 r. wspólne śledztwo Citizen Lab i Associated Press, działającej na rzecz bezpieczeństwa cybernetycznego organizacji Citizen Lab z Uniwersytetu w Toronto, ujawniło, że dwie osoby w Polsce, adwokat Roman Giertych i prokurator Ewa Wrzosek, były podsłuchiwane za pomocą oprogramowania szpiegowskiego Pegasus. Wkrótce po tym ujawnieniu pojawiła się trzecia informacja, że podsłuchiwany był również poseł Krzysztof Brejza.

Pegasus to narzędzie podsłuchowe, które nie tylko umożliwia przechwytywanie rozmów telefonicznych czy wiadomości tekstowych, ale pozwala na całkowitą kontrolę zhakowanego urządzenia, w tym wszystkich zapisanych na nim informacji oraz dostęp na żywo do jego kamery i mikrofonu. Po początkowych ostrych zaprzeczeniach ze strony urzędników partii rządzącej, w tym premiera M. Morawieckiego, w wywiadzie opublikowanym 7 stycznia 2022 r., Jarosław Kaczyński, prezes rządzącej w Polsce partii Prawo i Sprawiedliwość (PiS) potwierdził, że rząd posiada system oprogramowania podsłuchowego Pegasus. Zaprzeczył jednak, że system ten został użyty przeciwko politykom opozycji w kampanii wyborczej do parlamentu w 2019 roku.

Wszystkie trzy osoby, przeciwko którym rzekomo użyto Pegasusa, są znanymi polskimi opozycjonistami. Ewa Wrzosek jest znanym prokuratorem, członkiem stowarzyszenia "Lex Super Omnia" i głośnym krytykiem coraz ostrzejszego podważania przez obecny rząd niezależności prokuratury i sądownictwa. W kwietniu 2020 r. wszczęła śledztwo w sprawie przygotowań rządu do wyborów prezydenckich w czasie pandemii COVID-19, ale natychmiast została odsunięta od sprawy, a śledztwo umorzono zaledwie trzy godziny później. Citizen Lab potwierdziła, że jej telefon komórkowy został był podsłuchiwany sześć razy między czerwcem a sierpniem 2021 roku. Adwokat i były polityk (poseł i wicepremier w latach 2006-2007, był koalicjantem w czasie wcześniejszych rządów PIS), Roman Giertych jest obecnie zagorzałym krytykiem sprawowania władzy przez partie Prawo i Sprawiedliwość. Po dojściu PiS do władzy w 2015 roku Giertych prawnie reprezentował wysokich rangą liderów Platformy Obywatelskiej (największej obecnej partii opozycyjnej) podczas procesów sądowych czy zajmował się kilkoma innymi drażliwymi politycznie sprawami. W 2019 r., po serii publikacji prasowych dotyczących oszustw popełnionych rzekomo przez lidera PiS Jarosława Kaczyńskiego na szkodę austriackiego biznesmena, złożył wraz z adwokatem Jackiem Dubois zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa do prokuratury (ta jednak odmówiła formalnego wszczęcia postępowania).

W październiku 2020 r. Roman Giertych został zatrzymany przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego pod zarzutem zdefraudowania 92 mln zł z prywatnej firmy i prania brudnych pieniędzy. W czasie zatrzymania, przeszukano jego kancelarię i dom. W trakcie przeszukania zabezpieczono również szereg dokumentów i urządzeń elektronicznych zawierających informacje chronione tajemnicą adwokacką. W wyniku wniesionych skarg sądy uznały zatrzymanie za nielegalne i nakazały zwrot wszystkich zajętych przedmiotów. Według Citizen Lab i AP, telefon Romana Giertycha był podsłuchiwany 18 razy, począwszy od 2019 roku.

Krzysztof Brejza, to poseł z ramienia Platformy Obywatelskiej, który był szefem sztabu kampanii parlamentarnej koalicji opozycyjnej w 2019 roku. Jako poseł Brejza znany był z tego, że bacznie przyglądał się nieprawidłowościom w działaniach rządu, często dzięki dowodom uzyskanym od informatorów. Ujawnił m.in. duże premie wypłacane wysokim urzędnikom państwowym czy ujawnił, że Poczta Polska przelewała duże kwoty pieniężne na konto firmy powiązanej z liderem partii rządzącej Kaczyńskim. Citizen Lab podaje, że do jego telefonu włamano się 33 razy (między 26 kwietnia 2019 r. a 23 października 2019 r., czyli w czasie kampanii wyborczej). Wiadomości tekstowe przechwycone z telefonu Brejzy (i zmodyfikowane tak, aby wyglądały na pobrane z grupy internetowej rozpowszechniającej antyrządową propagandę) zostały następnie wykorzystane do oszczerczej kampanii, prowadzonej przez kontrolowane przez władze media. Amnesty International potwierdziła, że oprogramowanie szpiegowskie zostało użyte przeciwko posłowi. Dyrektor Amnesty International Polska Anna Błaszczak powiedziała:

"Te ustalenia są szokujące, ale nie zaskakujące. Budzą one poważne obawy nie tylko polityków, ale w ogóle całego polskiego społeczeństwa obywatelskiego, zwłaszcza w kontekście notowań rządu w zakresie uporczywego łamania praw człowieka i praworządności. Aktywiści i protestujący stali się celem dochodzeń karnych, co podważa prawo do wolności słowa i pokojowych zgromadzeń. Tymczasem sędziowie i prokuratorzy, którzy wyrazili zaniepokojenie brakiem niezawisłości sądownictwa, stają w obliczu dochodzeń dyscyplinarnych, a nawet karnych."

W Senacie została powołana komisja śledcza do zbadania sprawy podsłuchów.

Pokojowe zgromadzenia

Protesty związane z COVID-19

Sąd Rejonowy w Białymstoku umorzył postępowanie sądowe wobec demonstrantów uczestniczących w proteście przeciwko środkom COVID-19, który odbył się w Białymstoku 18 kwietnia 2021 r. za zgodą władz miasta. Większość protestujących nie nosiła przy tej okazji masek. Demonstracja przebiegała bez interwencji policji. Jednak już po zakończeniu protestu kilka osób zostało aresztowanych. Podobne wydarzenia miały miejsce w czerwcu i sierpniu 2021 r., w kontekście protestów przeciwko wprowadzeniu świadectw szczepień COVID-19. Po kwietniowych protestach 41 osób zostało oskarżonych o złamanie przepisów mających na celu walkę z rozprzestrzenianiem się wirusa. Sąd Rejonowy w Białymstoku umorzył jednak 26 spraw, pomimo kolejnego odwołania się policji od tej decyzji.

Wykroczenia popełnione przez policję

Jak donosi Balkan Insight, ponad 1000 osób zamieszanych w incydenty związane z brutalnością policji wniosło sprawę do Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze, przeciwko polskiemu Ministrowi Sprawiedliwości, Zbigniewowi Ziobro, oraz jego zastępcy, Bogdanowi Święczkowskiemu. Dowody zebrane przez prawników pracujących nad tą sprawą wskazują, że policja w Polsce systematycznie atakuje tych, którzy otwarcie protestują przeciwko obecnej władzy i manifestują ideały odbiegające od tych, które promuje rząd. rząd polski jednak odmawia przeprowadzenia dochodzenia w sprawie nadużyć.

Przykładem jest, aktywistka LGBTQI+ - Margot, która była przetrzymywana w więzieniu przez kilka tygodni po protestach "Tęczowej Nocy" w sierpniu 2021 r. (patrz poprzednia aktualizacja).

"Chodzi nie tylko o zatrzymania przez policję, ale także o tymczasowe aresztowania [które mogą trwać miesiącami] oraz tzw. kotły, czyli sytuacje, w których policja pod pretekstem konieczności przeprowadzenia pewnych niezidentyfikowanych procedur otacza i zamyka ludzi na wiele godzin bez możliwości wyjścia. Sądy uznały te praktyki za formę bezprawnego pozbawienia wolności" - mówi Bartosz Kramek, członek zarządu Otwartego Dialogu, który zajmuje się zbieraniem dowodów w tej sprawie.

Protesty Lex-TVN

W całym kraju rozległy się protesty przeciwko ustawie medialnej "Lex-TVN" (więcej na ten temat w części wolność wyrażania opinii). Po przyjęciu ustawy przez Sejm 19 grudnia 2021 roku, w kilku miastach Polski tłumy demonstrowały przeciwko ustawie i wzywały Prezydenta do jej zawetowania. Na manifestacjach były widoczne flagi Polski i UE, a tłum skandował "Wolne media" i "Chcemy weta". W Warszawie uczestnicy wiecu zgromadzili się przed Pałacem Prezydenckim. Wśród kilkunastu mówców, w tym przedstawicieli świata polityki i mediów, podczas protestu przemawiał Donald Tusk, lider głównej partii opozycyjnej w Polsce - Platformy Obywatelskiej. Ponadto 19 grudnia 2021 r. TVN uruchomił petycję internetową, pod którą do wieczora zebrano ponad 1,8 mln podpisów. 

Ustawodawstwo anty-LGBTQI+

W dniu 28 października 2021 roku Sejm RP zebrał się w celu omówienia projektu ustawy "Stop LGBT", którego głosowanie zaplanowano na 29 listopada 2021 roku. Projekt ustawy ogranicza prawo do swobody organizowania pokojowych zgromadzeń i wypowiedzi dla społeczności LGBTQI+ i ich sojuszników, wymierzony w Parady Równości i zgromadzenia publiczne pro-LGBTQI+, co stoi w sprzeczności z międzynarodowymi standardami praw człowieka.

"Zakaz marszów równości zabierze jedną z ostatnich możliwości do publicznej manifestacji, w której społeczność LGBT + może głośno powiedzieć, że chce zmian. Zmian, które sprawią, że poczują się w Polsce jak w domu, a nie jak obywatele drugiej kategorii" – powiedziała przedstawicielka Kampanii Przeciw Homofobii (KPH).

Projekt ustawy powstał z inicjatywy antyaborcyjnej Fundacji Życie i Rodzina, która zebrała 140 tys. podpisów i z powodzeniem wniosła projekt do Sejmu. Ponadto, projekt ustawy popiera ponad 400 kościołów katolickich w całej Polsce.

W kontekście debaty sejmowej, która odbyła się 28 października 2021 roku, prawicowy działacz Krzysztof Kasprzak wygłosił w Sejmie przemówienie, w którym porównał prawa osób LGBTQI+ do totalitaryzmu i nazizmu ze względu na ich cel "obalenia naturalnego porządku i wprowadzenia terroru". W głosowaniu nad projektem ustawy w Sejmie za przyjęciem projektu opowiedziało się rządzące Prawo i Sprawiedliwość (PiS), a przeciw posłowie partii centrowych i lewicowych. Projekt został skierowany do dalszego rozpatrzenia przez komisję spraw wewnętrznych, kierowaną przez posła Wiesława Szczepańskiego z koalicji Lewica.

Grupy LGBTQI+ zorganizowały protesty przeciwko projektowi ustawy 28 października 2021 roku, a także uruchomiono petycję, w której zwrócono się do Szczepańskiego, aby sprzeciwił się projektowi.

W związku z tym, 13 stycznia 2022 roku Sejm RP przyjął ustawę "Lex Czarnek" (nazwaną tak od nazwiska polskiego Ministra Edukacji, który wcześniej wypowiadał się w stanowczych tonach anty-LGBTQI+). Ustawa ta daje ogromne uprawnienia regionalnym kuratorom oświaty - mianowanym przez partię rządzącą - do zatwierdzania treści warsztatów pozaszkolnych w szkołach i ogranicza dostęp organizacji pozarządowych do szkół. Przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego wyrażają obawy, że ustawa ta w efekcie zapewni rządowi środki do kontrolowania i zapobiegania prowadzeniu w szkołach zajęć pozalekcyjnych i/lub warsztatów edukacyjnych, takich jak te dotyczące przeciwdziałania dyskryminacji, równości płci, praw osób LGBTQI+ czy kompleksowej edukacji seksualnej. Projekt ustawy został porównany do "lekkiej wersji" rosyjskiej i węgierskiej ustawy o propagandzie anty-LGBTQI+. Ustawa trafi następnie do Senatu, gdzie najprawdopodobniej zostanie odrzucona.

"Prywatne światopoglądy i obsesje przedstawicieli władzy zdominowały ich postrzeganie rzeczywistości. Rozpoczęła się bezprecedensowa wojna, której finałem będzie brak kompleksowej edukacji obywatelskiej w polskich szkołach" - stwierdza Grupa Edukatorów Seksualnych Ponton, organizacja członkowska Sieci ASTRA i jeden z głównych polskich kolektywów oferujących młodzieży dostęp do kompleksowej edukacji seksualnej.

W odpowiedzi na omawiany projekt ustawy, przed Sejmem odbyły się protesty pod hasłem "Pogrzeb polskiej edukacji". Protestujący trzymali transparenty z napisami "Edukacja, a nie indoktrynacja" czy "Edukacja to ważna rzecz, tylko Czarnek łapy precz".

Prawa reprodukcyjne

22 października 2021 roku, z okazji rocznicy od ogłoszenia wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji, w całej Polsce wybuchły protesty koordynowane przez Strajk Kobiet.

Ponadto, w odpowiedzi na śmierć ciężarnej 30-letniej kobiety w szpitalu w Pszczynie, która miała miejsce we wrześniu 2021 r., ale została upubliczniona dopiero pod koniec października 2021 r., w całej Polsce doszło do nowej fali protestów ulicznych. Kobieta trafiła do szpitala w 22 tygodniu ciąży z powodu braku płynu owodniowego. Lekarze odmówili jednak interwencji, a kobieta zmarła na skutek wstrząsu septycznego po obumarciu płodu. W pierwszy weekend listopada 2021 r. w polskich miastach i wsiach odbyły się protesty, podczas których demonstranci sprzeciwiali się surowej ustawie antyaborcyjnej wprowadzonej w październiku 2020 r., pokazując transparenty z hasłami takimi jak "Ani Jednej Więcej". 1 listopada 2021 r. podczas milczących protestów przed siedzibą Trybunału Konstytucyjnego w Warszawie złożonoznicze. Wśród protestujących kilka aktywistek miało na sobie czerwone peleryny, w nawiązaniu do książki i serialu "Opowieść podręcznej" jako symbolu praw reprodukcyjnych. Obrońcy praw kobiet twierdzą, że sprawa ilustruje surowe konsekwencje de facto obowiązującego w Polsce zakazu aborcji.

"Zamiast chronić życie kobiety, lekarze myślą o ratowaniu płodu. Oto mrożący krew w żyłach efekt orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego w działaniu" - Kamila Ferenc, prawniczka Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.

Kolejne protesty odbyły się w kraju 30 listopada 2021 roku. Na ulicach Warszawy ustawiono manekiny symbolizujące kobiety oraz czerwoną farbę symbolizującą krew. Aktywiści protestowali przeciwko nowemu projektowi rządu, który zakłada rejestrację każdej ciąży w państwowym rejestrze ciąż, oraz innemu projektowi ustawy antyaborcyjnej, który przewiduje karę więzienia dla kobiet w przypadku aborcji lub poronienia. Ten ostatni, obywatelski projekt legislacyjny, był dyskutowany 2 grudnia 2021 roku i został odrzucony.

Według raportu Balkan Insight i jak informowano wcześniej, liderkom ruchu Strajk Kobiet grozi do ośmiu lat więzienia z powodu masowych demonstracji zorganizowanych w Polsce między październikiem a grudniem 2020 roku. Balkan Insight donosi, że w tych kontekstach funkcjonariusze policji próbowali tłumić demonstracje, powołując się na nielegalność związaną z ograniczeniami COVID-19. Jednak w tym czasie nie obowiązywał żaden zakaz zgromadzeń, a rząd nie ogłosił stanu wyjątkowego, który pozwoliłby na pewne ograniczenie praw. Raport stwierdza, że około 4000 polskich obywateli zostało ukaranych grzywną lub postawionych przed sądem za organizowanie lub udział w protestach. Jednakże wiele sądów odrzuciło lub oddaliło te sprawy, co prowadzi do przypuszczenia, że są one jedynie aktem zastraszania.

Kryzys migracyjny

W Polsce zorganizowano kilka protestów w celu zademonstrowania wsparcia dla migrantów na granicy z Białorusią oraz przeciwko praktykom wypychania migrantów stosowanym przez polskie władze.

  • 17 października 2021 r. około 3 tys. osób przemaszerowało z transparentami, na których widniały hasła: "Stop torturom na granicy", "Otworzyć granice, zamknąć rząd", "Polacy też byli uchodźcami" oraz "Nikt nie jest nielegalny". Protestujący nieśli flagi wykonane z folii w nawiązaniu do foliowych koców termicznych oferowanych uchodźcom przebywającym na granicy w ujemnych temperaturach. Tego samego dnia w Krakowie odbyła się inna, choć mniejsza, demonstracja wyrażająca solidarność z migrantami.
  • 23 października 2021 r. w demonstracji zorganizowanej przez feministyczną grupę "Matki na granicy" wzięli udział aktywiści i lokalni mieszkańcy w pobliżu strefy zagrożenia w Michałowie. Protest został zorganizowany po tym, jak w strefie przygranicznej znaleziono ciało martwego migranta, co zwiększyło liczbę ofiar śmiertelnych do dziewięciu. Tłum skandował "Dzieci nie powinny być w lesie" i "Chcemy zbierać grzyby, a nie ciała w lasach".
  • 21 listopada 2021 r. protestujący, którzy zebrali się w mieście Hajnówka, wezwali rząd do umożliwienia pracownikom organizacji humanitarnych dostępu do strefy zagrożenia.

"Marsz Niepodległości" 2021 r.

11 listopada 2021 roku w Warszawie odbył się Marsz Niepodległości, coroczny wiec organizowany przez polską skrajną prawicę. Los marszu w 2021 roku stał pod znakiem zapytania ze względu na przeciwstawne stanowiska wobec wydarzenia, oparte na gwałtownych wydarzeniach z poprzednich lat oraz na jego ksenofobicznych, antysemickich i anty-LGBTQI+ treściach. 27 października 2021 roku Sąd w Warszawie przyznał rację Prezydentowi Warszawy Rafałowi Trzaskowskiemu i uchylił decyzję wojewody o nadaniu marszowi statusu wydarzenia cyklicznego (status prawny dający pewne przywileje imprezom cyklicznym), zakazując organizacji wydarzenia w 2021 roku. Sąd Apelacyjny utrzymał ten wyrok w mocy 29 października 2021 roku. W związku z tym organizator Marszu Niepodległości, Robert Bąkiewicz, wyraził zamiar kontynuowania wydarzenia pomimo decyzji sądów. Z drugiej strony, legalności wydarzenia broniło kilka osób z partii rządzącej i ugrupowań skrajnie prawicowych. Marsz Niepodległości odbył się ostatecznie po tym, jak partia rządząca poparła inicjatywę, a Jan Józef Kasprzyk, szef rządowego Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, zezwolił na jego przeprowadzenie jako uroczystości państwowej na podstawie art. 2 Prawa o zgromadzeniach. W trakcie imprezy organizator oświadczył, że "toczy się wojna [...] nie tylko na granicy, ale także z Niemcami i Unią Europejską" - relacjonuje "Notes from Poland". Tłum skandował hasła takie jak "USA to centrum zła", "żadnych wojen dla Izraela", "precz z Unią Europejską". Ekstremistyczne grupy niosły transparenty z hasłem "Dobrze jest pozostać białym", a tęczowe flagi LGBTQI+ zostały spalone. Kilka osób z partii rządzącej wzięło udział w marszu wraz z około 150 000 uczestników.

Już w czerwcu 2021 r. do polskiego ministra kultury został skierowany list otwarty z prośbą o zaprzestanie finansowania skrajnie prawicowych grup i inicjatyw, w tym stowarzyszenia odpowiedzialnego za Marsz Niepodległości, w postaci utworzonego w marcu 2021 r. "Funduszu Patriotycznego".

Tuż przed rozpoczęciem Marszu Niepodległości w 2021 roku, ruch obywatelski Obywatele RP zorganizował małą demonstrację przeciwko neofaszystowskim nastrojom skrajnie prawicowego marszu. Mimo że protest był legalny i zarejestrowany, został odizolowany przez policję, a aktywiści zostali zabrani z miejsca zgromadzenia. Ponadto, inna kontrdemonstracja zorganizowana przez antyfaszystowską grupę "14 Kobiet z Mostu" i autoryzowana przez sąd została odwołana przez organizatorów ze względów bezpieczeństwa.

Wydźwięk

Kryzys związany z Dostępem do Informacji o wydarzeniach na Granicy

Na początku listopada 2021 roku polski premier Mateusz Morawiecki uzasadniał zakaz przebywania dla mediów na granicy Polski i Białorusi tym, że wpuszczenie mediów do strefy nadzwyczajnej oznaczałoby uczynienie ich "podatnymi na wpływ białoruskich i rosyjskich fake newsów".

19 listopada 2021 roku Europejska Federacja Dziennikarzy (EFJ) i członkowie Media Freedom Rapid Response (MFRR) wezwali rząd Polski do zabezpieczenia wolności informacji w odniesieniu do dostępu mediów do granicy i do traktowania z szacunkiem przez władze wojskowe w tej strefie, zwłaszcza że od wprowadzenia stanu wyjątkowego we wrześniu 2021 roku doszło do kilku naruszeń wobec dziennikarzy relacjonujących kryzys graniczny. W oświadczeniu napisano:

"Trudno nam uniknąć wniosku, że częścią tej decyzji polskich władz było celowe uniemożliwienie mediom udokumentowania skali i charakteru kryzysu oraz ochrona przed wyjściem na jaw niekompetencji i uchybień w działaniu władzy i służb ochrony granic. Swobodny i niezakłócony przepływ informacji na granicy ma kluczowe znaczenie".

Udokumentowano kilka incydentów skierowanych przeciwko dziennikarzom:

  • W dniu 14 listopada 2021 r. zespół reporterów należących do Balkan Investigative Reporting Network (BIRN) został zatrzymany w samochodzie przez grupę policjantów i strażników granicznych podczas relacjonowania wydarzeń w pobliżu strefy zagrożenia na granicy, w pobliżu przejścia granicznego Czeremcha. Dziennikarze zostali poproszeni o podanie numerów IMEI (International Mobile Equipment Identity Number), identyfikatora umożliwiającego śledzenie telefonów komórkowych. Funkcjonariusze uzasadnili to żądanie, twierdząc, że podejrzewają, iż telefony reporterów zostały skradzione, a także stwierdzili, że reporterzy weszli do strefy zamkniętej na granicy.
  • 15 listopada 2021 r. dwóch korespondentów RT France zostało zakutych w kajdanki i zatrzymanych w pobliżu polskiego miasta Usnarz Górny, ponieważ bez zezwolenia kręcili materiał w strefie przygranicznej. Sąd nałożył później na obu pracowników mediów, reportera i operatora kamery, grzywnę. "Prosili nas kilka razy, żebyśmy odeszli i nie filmowali" - skomentował reporter David Khalifa i dodał:
"Jesteśmy dziennikarzami i chcieliśmy pokazać, co się dzieje. A Polska uparcie nie pozwala nam wykonywać naszej pracy".
  • W dniu 16 listopada 2021 r. trzech fotoreporterów dokumentujących sytuację w pobliżu strefy zagrożenia we wsi Wiejka zostało zaatakowanych przez osoby ubrane w mundury Wojska Polskiego, które odmówiły wylegitymowania się. Trzej fotoreporterzy przedstawili się strażnikom jako dziennikarze, po czym przystąpili do fotografowania zza bramy. Podczas powrotu do Michałowa zostali zatrzymani, agresywnie wyciągnięci z samochodu i zakuci w kajdanki. Fotoreporterzy zostali zwolnieni po przyjeździe policji, która nie próbowała ustalić tożsamości napastników. Przeszukano jednak ich samochód i sprawdzono zawartość aparatów fotograficznych. Ponadto dziennikarze mieli posiniaczone nadgarstki w wyniku interwencji, a nagrania głosowe ujawniły, że strażnicy używali wobec nich zastraszającego i rasistowskiego języka. Zapytane o ten incydent, polskie Ministerstwo Obrony uznało reakcję policji za uzasadnioną i stwierdziło, że oddziały interweniowały, ponieważ dziennikarze nie potwierdzili swojej roli jako pracownicy prasowi i próbowali uciec ze strefy zamkniętej. Polskie Ministerstwo Obrony Narodowej pochwaliło później interwencję żołnierzy, nagradzając ich za zapewnienie bezpieczeństwa i podjęcie działań wobec trzech fotoreporterów.

Jak wspomniano powyżej, pod koniec listopada 2021 r. niższa izba polskiego parlamentu, Sejm, odrzuciła zaproponowane przez zdominowany przez opozycję Senat poprawki do ustawy o ochronie granic, które miały na celu zniesienie zakazu wstępu na granicę dla osób cywilnych niebędących rezydentami, w tym dziennikarzy i pracowników organizacji pozarządowych, pogarszając tym samym sytuację na granicy. Zgodnie z przepisami, które weszły w życie, komendant miejscowej Straży Granicznej ma prawo do arbitralnego wyboru pracowników mediów wpuszczanych do strefy przygranicznej, którzy otrzymają zezwolenie. Dodatkowo pracownicy mediów będą musieli przejść szkolenie i podpisać deklarację (szczegóły nie są znane). Obowiązujące przepisy wzbudziły międzynarodowe obawy o przejrzystość i przestrzeganie praw człowieka i wolności mediów.

Projekt Ustawy "Lex-TVN"

W grudniu 2021 roku miało miejsce kilka wydarzeń związanych z ustawą medialną "Lex-TVN", o czym wcześniej pisaliśmy w CIVICUS Monitor. Projekt ustawy ma na celu zmianę art. 35 polskiej ustawy o radiofonii i telewizji oraz ograniczenie własności spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG) do nie więcej niż 49%. Krytycy postrzegają projekt ustawy jako próbę stworzenia przez rządzącą partię Prawo i Sprawiedliwość (PiS) przyjaznego rządowi środowiska w polskim sektorze mediów i utrudnienia działalności prywatnej sieci TVN, należącej do amerykańskiej firmy Discovery Inc. oraz jej największego kanału informacyjnego TVN24, który jest krytyczny wobec rządu. W konsekwencji projektu ustawy, Discovery Inc. miałoby zostać zobowiązane do sprzedaży większościowego pakietu akcji TVN.

17 grudnia 2021 roku Sejm uchylił weto wobec nowelizacji uchwalonej przez Senat we wrześniu 2021 roku, wywołując silną reakcję międzynarodową. TVN wydała oświadczenie, w którym określiła ustawę jako "bezprecedensowy atak na wolne media".

Po zatwierdzeniu przez Sejm los ustawy został przekazany Prezydentowi RP Andrzejowi Dudzie. List 17 grup działających na rzecz wolności mediów i dziennikarzy został wysłany do Prezydenta, wzywając go do zawetowania ustawy. Grupy podkreśliły, że projekt "stanowi fundamentalne zagrożenie dla wolności mediów i pluralizmu w Polsce", będąc "bezpośrednim atakiem na niezależność największego prywatnego nadawcy w kraju, należącego do USA TVN, oraz jego kanału informacyjnego TVN24".

"Tak wyraźne dążenie do uchwalenia ustawy medialnej, która wypycha zagranicznych właścicieli, przypomina dobrze udokumentowane taktyki stosowane przez rządy na Węgrzech i w Rosji, mające na celu przejęcie kontroli nad niezależnymi kanałami przez przyjazne rządowi podmioty. Podczas gdy w państwach członkowskich UE istnieją przepisy ograniczające zagraniczną własność mediów, ten projekt ustawy nie jest opartym na zasadach i proporcjonalnym wysiłkiem mającym na celu ochronę polskiego krajobrazu informacyjnego. Ma on raczej na celu osłabienie jednego konkretnego medium i jest częścią szerszych działań zmierzających do "repolonizacji" mediów.

Kolejne oświadczenie zostało wydane przez Vincenta Peyrègne, dyrektora generalnego Światowego Stowarzyszenia Gazet i Wydawców Prasy WAN-IFRA, który dodał:

"Jeśli ta ustawa zostanie przyjęta, będzie miała głębokie konsekwencje dla pluralizmu informacji, wolności mediów i demokracji. Jest to niepokojący sygnał przed krytycznymi wyborami krajowymi w 2023 roku".

Choć wielu wierzyło, że prezydent Duda skieruje projekt do Trybunału Konstytucyjnego do dalszego rozpatrzenia, 27 grudnia 2021 roku, prezydent zawetował ustawę, powołując się na to, że może ona kolidować z umową gospodarczą z USA, wolnością gospodarczą mediów i wywoływać "podziały w Polsce". Teoretycznie parlament mógłby obalić weto prezydenta, ale popierająca ustawę partia rządząca PiS nie ma wymaganej kwalifikowanej większości głosów.

Dostęp do informacji publicznej

Organizacje i środowiska działające na rzecz wolności mediów wyraziły zaniepokojenie rozprawą w sprawie zgodności z konstytucją treści ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (UDIP). Rozprawa w Trybunale Konstytucyjnym została wyznaczona na 15 grudnia 2021 roku, a następnie odroczona. W lutym 2021 r. Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska złożyła skargę na ww. ustawę, uznając szereg jej przepisów za niezgodne z Konstytucją RP. W piśmie opublikowanym przez partnerów Media Freedom Rapid Response (MFRR) czytamy:

"Jeśli Trybunał Konstytucyjny przychyli się do wniosku Manowskiej, może to znacznie ograniczyć możliwość, a tym bardziej skuteczność, monitorowania i kontrolowania działalności instytucji państwowych lub przedsiębiorstw państwowych. Może to doprowadzić do sytuacji, w której wyłącznie funkcjonariusze publiczni [...] będą arbitralnie decydować o tym, które informacje mogą zostać ujawnione. W związku z tym, przejrzystość życia publicznego zostałaby poważnie naruszona".

Próba uciszenia wypowiedzi politycznych sędziów

W dniu 16 grudnia 2021 r. sędziowie „udekorowali” choinkę w budynku krakowskiego sądu ozdobami nawiązującymi do sytuacji politycznej i społecznej w Polsce. bombki zostały pokolorowane flagami UE i tęczowymi flagami pro-LGBTQI+, a drzewko owinięto drutem kolczastym, w nawiązaniu do kryzysu migracyjnego na granicy z Białorusią. Jednak następnego dnia rano okazało się, że drzewko zostało zdewastowane, a bombki skradzione i połamane. Sędziowie zażądali wyjaśnień od władz sądu. Zdaniem Dariusza Mazura, sędziego Sądu Okręgowego w Krakowie, działanie było celowe. Kolejną choinkę sędziowie ustawili 21 grudnia 2021 roku, na której znalazły się ręcznie malowane bombki z hasłami takimi jak "Wolne media" oraz odniesieniami do Konstytucji, UE, kryzysu migracyjnego oraz praw kobiet i LGBTQI+. Ponownie, następnego dnia drzewko zostało zastąpione choinką ze zwykłymi ozdobami. 

Sędziowie uparcie domagali się wyjaśnień od dyrektora sądu i administratorów budynku. Prezesem Sądu Okręgowego w Krakowie jest Dagmara Pawełczyk-Woicka, nominatka resortu Ziobry i członkini nowej Krajowej Rady Sądownictwa.

"Żądamy również natychmiastowego zwrotu zgromadzonych przedmiotów, m.in. choinek z ozdobami. W przeciwnym razie (brak zwrotu do grudnia 23rd2021 roku), potraktujemy to jako kradzież i zawiadomimy organy ścigania o podejrzeniu popełnienia przestępstwa" - informuje pismo podpisane przez Stowarzyszenie Sędziów Themis i Stowarzyszenie Sędziów "Iustitia".

Krakowscy sędziowie wielokrotnie występowali przeciwko represjom, opowiadając się za wolnymi sądami, niezawisłością sędziowską i poszanowaniem praworządności.

Nękanie prawne dziennikarzy i krytyków władzy

29 października 2021 roku Katarzyna Włodkowska, reporterka Gazety Wyborczej, została ponownie przesłuchana na temat źródła jej śledztwa dotyczącego zabójstwa prezydenta Gdańska w 2019 roku. Sprawa sądowa została wszczęta przez Prokuraturę Okręgową w Gdańsku. 15 października 2021 roku wcześniejszy wyrok ze stycznia 2021 roku, w którym zażądano od dziennikarki ujawnienia poufnego źródła, został utrzymany w mocy przez Sąd Apelacyjny w Gdańsku. W styczniu 2020 roku dziennikarka napisała reportaż, opublikowany na łamach Gazety Wyborczej, w którym opublikowała fragmenty listu rzekomego zabójcy liberalnego prezydenta Pawła Adamowicza, który miał trafić do brata uwięzionego mężczyzny.

W momencie zabójstwa, w wyniku wstępnego śledztwa stwierdzono, że mężczyzna, który jest oskarżony o śmiertelne ugodzenie nożem Adamowicza w 2019 roku, był chory psychicznie, co oznacza, że nie może ponieść odpowiedzialności karnej. Partia rządząca Prawo i Sprawiedliwość (PiS) zakwalifikowała zabójstwo z 2019 roku jako czyn, który został popełniony w wyniku stanu zdrowia psychicznego domniemanego mordercy. Jednak treść listu przekazanego przez anonimowe źródło ujawniła, że czyn był świadomy i dokonany z premedytacją, co w konsekwencji wzbudziło wątpliwości w tej sprawie i wywołało dużą krytykę rządu. Po przeprowadzeniu dodatkowych badań, mężczyzna został uznany za zdolnego psychicznie do stawienia się przed sądem.

W związku z tym gdańska prokuratura wszczęła śledztwo, a dziennikarka została zapytana o źródło, którego nie chciała ujawnić, powołując się na tajemnicę dziennikarską. Na Włodkowską została nałożona grzywna, której nie zapłaciła. Zgodnie z najnowszym wyrokiem, jeśli prokurator po raz drugi i trzeci zażąda podania nazwiska źródła, a ona go nie poda, Włodkowskiej grożą kolejne sankcje finansowe i areszt do 30 dni. Obecnie trwa postępowanie odwoławcze w tej sprawie. Na temat sprawy Artykuł 19 powiedział:

"Ochrona i poufność źródeł dziennikarskich jest podstawowym elementem wolności prasy. Umożliwia ona mediom informowanie o sprawach będących przedmiotem zainteresowania publicznego bez obawy, że poufne źródła lub osoby ujawniające nieprawidłowości spotkają się z odwetem, a także pomaga zapewnić, że osoby posiadające informacje czują się swobodnie w kontaktach z dziennikarzami.

W innej sprawie polski dziennikarz został oskarżony o zniesławieniei grozi mu do dwóch lat więzienia za porównanie polskiej Straży Granicznej do nazistowskiej SS. Dziennikarz Piotr Maślak tweetował: "Strażnicy graniczni, którzy zabraniali dostarczania wody lub pozwalali lekarzom dotrzeć do uchodźców, mogli naszyć odznaki SS [na swoje mundury]" oraz "Oni [SS] też wykonywali rozkazy. [...] A jak wam każą strzelać do uchodźców, to też wykonacie rozkaz?". Komentarze te padły przed ogłoszeniem stanu wyjątkowego, w fazie, gdy strażnicy graniczni celowo utrudniali pracę mediom, prawnikom, personelowi medycznemu i organizacjom pozarządowym.

Minister Spraw Wewnętrznych zapowiedział złożenie zawiadomienia do prokuratury w tej sprawie, twierdząc, że dziennikarz splamił "dobre imię" straży granicznej. Maślakowi postawiono zarzuty z artykułu 212 Kodeksu Karnego. Zdaniem dziennikarza, sprawa ma na celu zniechęcenie do jego pracy, a jednocześnie zniechęcenie do jakiejkolwiek krytyki wobec władz.

W innej podobnej sprawie były antykomunistyczny dysydent Władysław Frasyniuk ma postawione zarzuty karnego zniesławienia po tym, jak określił żołnierzy w strefie nadgranicznej mianem "śmieci" i "sfory psów". W sierpniu 2021 roku mężczyzna wypowiedział te słowa podczas wywiadu w TVN24, co spowodowało zawiadomienie prokuratury złożone zarówno przez ministra obrony, jak i wiceministra sprawiedliwości. Nadawca TVN24 natychmiast potępił komentarze Frasyniuka w publicznym oświadczeniu. Frasyniuk, któryoświadczyłw mediach społecznościowych, że jest oskarżony jedynie za publiczne oskarżanie polskiego rządu o łamanie praworządności i praw człowieka, otrzymał pod koniec grudnia 2021 roku akt oskarżenia o zniesławienie.

Inna dziennikarka, Ewa Siedlecka z tygodnika Polityka, została skazana za pomówienie i znieważenie oraz ukarana grzywną w wysokości 3.000 złotych, na podstawie artykułu 212 polskiego kodeksu karnego, w procesie zainicjowanym przez dwóch sędziów działających prywatnie. Oprócz grzywny, Siedlecka będzie musiała pokryć koszty procesu i wypłacić obu powodom odszkodowanie w łącznej wysokości 5.600 złotych (1.400 dolarów amerykańskich). Sprawa dotyczy śledztwa przeprowadzonego przez portal Onet.pl, o którym później Siedlecka informowała we wpisach na blogu i artykułach publikowanych przez "Politykę", odnoszących się do dwóch sędziów Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, Konrada Wytrykowskiego i Macieja Nawackiego, jako "nienawistników" zamieszanych w tzw. aferę kampanii nienawiści, która miała miejsce w Polsce w 2019 roku. Jak wynika ze śledztwa, kilku przedstawicieli Ministerstwa Sprawiedliwości zainicjowało kampanię nienawiści wobec konkretnych sędziów, którzy kontestowali reformy sądownictwa zapoczątkowane przez rządzącą partię Prawo i Sprawiedliwość. Dwaj sędziowie złożyli pozew przeciwko dziennikarzowi o zniesławienie, pierwotnie żądając 20 000 zł zadośćuczynienia, 24 godzin prac społecznych i pozbawienia wolności na cztery miesiące.

We wpisie na blogu z 24 listopada 2021 roku Siedlecka zareagowała po wyroku Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia, podkreślając, jak wyrok ogranicza wolność słowa. Siedlecka będzie sięodwoływaćod wyroku. Komitet Ochrony Dziennikarzy (CPJ) potępił ten wyrok i wezwał polski rząd do zreformowania przepisów karnych dotyczących zniesławienia.

"Każdy w Polsce może zaskarżyć doniesienia prasowe i opinie dziennikarzy do sądu cywilnego. Polska nie powinna zwracać się do sądów karnych, aby wydawały dziennikarzom wyroki więzienia lub grzywny. Polskie przepisy karne o zniesławieniu są nie na miejscu w liberalnej demokracji i powinny zostać zniesione" - Carlos Martinez de la Serna, dyrektor programowy CPJ w Nowym Jorku.

W pozytywnym świetle 21 grudnia 2021 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał, że skazanie dziennikarza Jana Banaszczyka za zniesławienie stanowi naruszenie uchwalonego przez Polskę art. 10 (dotyczącego wolności słowa) Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. W 2005 roku Banaszczyk, redaktor naczelny "Forum Kętrzyńskiego", w kilku artykułach ujawnił nadużycia w kętrzyńskim szpitalu. Szpital i chirurg złożyli pozew przeciwko dziennikarzowi, który został skazany za zniesławienie i otrzymał wyrok sześciu miesięcy pozbawienia wolności oraz 1000 zł grzywny. W 2010 roku sąd apelacyjny podtrzymał zarzut zniesławienia tylko w przypadku chirurga. Następnie Banaszczyk złożył skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. W grudniu 2021 r. Trybunał, w związku z naruszeniem przez Polskę wolności słowa, zasądził na rzecz Banaszczyka zadośćuczynienie w wysokości 6 tys. euro oraz 580 euro.

Pluralizm mediów

Na początku stycznia 2022roku Pluralis, holenderska spółka z ograniczoną odpowiedzialnością z siedzibą w Amsterdamie, nabyła 40 proc. udziałów w polskiej spółce medialnej Gremi Media, która wydaje Rzeczpospolitą, drugi co do wielkości dziennik w Polsce. Pluralis zamierza inwestować w spółki medialne działające w krajach, w których pluralizm mediów jest zagrożony. "U podstaw każdej z naszych inwestycji leży przekonanie, że dostęp obywateli do różnorodnych źródeł informacji ma fundamentalne znaczenie dla utrzymania europejskiej demokracji" - powiedział Thomas Leysen, prezes Pluralis. Udziałowcami Pluralis są m.in. belgijska firma medialna Mediahuis, Fundacja Króla Baudouina z siedzibą w Brukseli, Soros Economic Development Fund, fundacje Tinius Trust i KIM, Media Development Investment Fund oraz inni "impact investors".