English

Aktywistki ze Strajku Kobiet na celowniku władzy

Aktywistki ze Strajku Kobiet na celowniku władzy
(Photo by Omar Marques/Getty Images).

Tło

27 stycznia 2021 r. Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, które zakazuje aborcji w przypadkach wad płodu, zostało opublikowane w Dzienniku Ustaw i weszło w życie. Jak informował wcześniej CIVICUS Monitor, polskie prawo aborcyjne było już bardzo surowe, a niedawne wykonanie orzeczenia Trybunału oznacza, że aborcja jest obecnie dozwolona tylko w przypadkach kazirodztwa, gwałtu lub gdy zagrożone jest życie ciężarnej matki.

Po wykonaniu wyroku protestujący wyszli na ulice i oczekuje się, że w nadchodzących tygodniach demonstracje będą kontynuowane. W dniu 9 lutego 2021 r. Posłowie do Parlamentu Europejskiego (eurodeputowani) przeprowadzili debatę poświęconą prawie całkowitemu zakazowi aborcji w Polsce i uznali wykonanie wyroku Trybunału za „Atak na prawa podstawowe, praworządność i rdzeń Wartości UE ”. Posłowie potępili także użycie nadmiernej siły przez policję wobec protestujących.

W kontekście pandemii COVID-19 należy zauważyć, że w Polsce obowiązuje stan wyjątkowy do odwołania, a zgromadzenia publiczne są ograniczone do maksymalnie pięciu osób.

Pokojowe Zgromadzenia

27 stycznia 2021 r. Tysiące demonstrantów protestowało w całej Polsce przeciwko egzekwowaniu nowego prawa. Kolejne dwa dni upłynęły również pod znakiem licznych demonstracji wzywających do pełnego poszanowania praw kobiet i zniesienia nowowprowadzonego niemalże całkowitego zakazu aborcji. W Warszawie policja nadawała komunikaty z radiowozów, o nielegalności tych zgromadzeń. Jak informuje organizacja Ogólnopolski Strajk Kobiet (Strajk Kobiet), podczas protestów w Warszawie kilku osobom nie udało się opuścić terenu protestu ze względu na zastosowanie przez policje tzw. „kotłów” - policyjnego manewru, który ogranicza przestrzeń dla protestujących do określonego obszaru, mający na celu zapobieganie dalszemu przemieszczaniu się uczestników zgromadzenia. Policja wylegitymowała protestujących i oskarżyła niektórych demonstrantów o udział w „nielegalnych zgromadzeniach”. Strajk Kobiet stwierdził, że:

„Takie taktyki są stale stosowane, mimo że sądy póżniej uniewinniają wszystkich bezprawnie wylegitymowanych i oskarżonych uczestników protestów. Wczorajszy [27 stycznia 2021 r.] "kocioł" trwał siedem godzin, gdyż uczestnicy po raz pierwszy odmówili podania swoich danych osobowych, a następnie postawiono im zarzuty, nie powołując się na podstawy prawne takiego działania policji. Impuls i pokojowy protest zostały przerwane przez policję, która użyła siły, zaciągając ludzi do radiowozów i prowokując niebezpieczne sytuacje – zwiększając zagrożenie demonstrujących zamiast ich ochraniać. Zatrzymani byli przewożeni na posterunki policji w odległości 70 kilometrów od Warszawy, łącznie w siedmiu różnych miastach, w ramach taktyki rozproszenia wsparcia dla protestujących”.

Eliza Rutynowska, prawniczka z Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR), powiedziała Monitorowi CIVICUS, że 28 stycznia 2021 r. Około 100 osób zostało zatrzymanych przez policję przed budynkiem Trybunału Konstytucyjnego w Warszawie i zmuszonych do wylegitymowania się, tylko po to by móc opuścić miejsce zgromadzenia. Rutynowska stwierdziła, że istnieje niepokojąca i narastająca praktyka zgłaszania przez policję danych demonstrantów do Państwowej Inspekcji Sanitarnej (SANEPID) - instytucji uprawnionej do nakładania kar do 30 000 złotych (około 6 700 euro) za łamanie przepisów sanitarnych. CIVICUS Monitor już wcześniej informował o wspomnianym wcześniej zaniepokojeniu nałożeniem surowych kar administracyjnych na protestujących przez władze sanitarne.

Wielokrotnie dokumentowano również przypadki przemocy policyjnej, nadużycia władzy i nielegalnych zatrzymań. Według informacji Strajku Kobiet z 28 stycznia 2021 r.

14 demonstrantów zostało nielegalnie zatrzymanych podczas protestów w Warszawie. Jedną z zatrzymanych była Klementyna Suchanow - jedna ze współzałożycielek ruchu. Po zatrzymaniu działaczki, przez ponad dwie godziny, policja nie chciała udzielić informacji o miejscu w którym przebywa zatrzymana. Suchanow została wypuszczona następnego dnia. W momencie zatrzymania, Strajk Kobiet oświadczył:

„Jej zatrzymanie traktujemy jako przejaw represji politycznych - zdecydowane i narzucone przez rządzącą partię wobec osoby, która jest traktowana jak wróg Państwa Polskiego”.

Ponadto, 10 lutego 2021 r.postawiono zarzuty Marcie Lempart, współzałożycielce Polskiego Strajku Kobiet – za udział w trwających protestach. Zarzuty obejmują „znieważenie policjanta” i „spowodowanie zagrożenia epidemiologicznego” z powodu trwających protestów podczas COVID19, „nawoływania do niszczenia mienia kościelnego” i „utrudnianie prowadzenia obrządków religijnych” poprzez zakłócanie mszy oraz nawoływanie do pisania sprayem informacji na temat aborcji na fasadach kościołów.

Krótko po oskarżeniu, Lempart na konferencji prasowej powiedziała:

„… Wszystko sprowadza się do naszego prawa do wolności pokojowych zgromadzeń. Chodzi o to, że jesteśmy aktywistami, organizatorami i uczestnikami protestów. Chodzi o wolność słowa, wolność mediów”.
„Na początku były to lekkie naciski, oskarżenia o wykroczenia i nękanie policji. Teraz mówimy o zarzutach karnych, zaangażowaniu prokuratorów, zatrzymywaniu i nękaniu działaczy w sposób zagrażający ich życiu i rodzinom ... to jest punkt zwrotny ... Dla każdego, kto patrzy na Polskę, teraz jest czas na działanie ... Tu chodzi o wolności obywatelskie”.

Ilośc przypadków zatrzymań nadal wzrasta

Według Rainbow Collective, grupy prawników pro bono, którzy udzielali pomocy poszkodowanym, do tej pory w Polsce zatrzymano łącznie 150 osób i oczekuje się, że liczba ta wzrośnie:

  • 81 osób zostało zatrzymanych na noc i postawiono im zarzuty.
  • 62 osoby zatrzymano, przetrzymywano przez kilka godzin i zwolniono z zarzutami.
  • 7 osób zostało zwolnionych tego samego dnia bez postawienia zarzutów, po potwierdzeniu ich tożsamości.

W sprawie bezprawnych zatrzymań demonstrantów Eliza Rutynowska z Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR) powiedziała Monitorowi CIVICUS:

„Nie każde zatrzymanie jest legalne, nawet jeśli zostało przeprowadzone przez funkcjonariusza policji lub upoważniony do tego organ.Chociaż policja ma uprawnienia i kompetencje do zatrzymywania ludzi i wylegitymowania ich, policjanci powinni wiedzieć, że muszą mieć ku temu prawny powód, ponieważ w przeciwnym razie, czym różni się Polska od niedemokracji? Te (bezprawne zatrzymania) są większe niż tylko strajk kobiet, to fundamentalny zamach na prawa podstawowe i obywatelskie w demokracji ”.

Brutalność policji wobec protestujących

Podczas protestów dochodziło do ciągłych przejawów użycia nadmiernej siły, co zostało wcześniej udokumentowane przez CIVICUS Monitor. Poniżej opisano kilka ostatnich incydentów:

  • Podczas protestu 20 stycznia 2020 roku prezes zarządu Fundacji Otwarty Dialog Bartosz Kramek został przez policjantów potraktowany gazem pieprzowym i powalony na ziemię. Policja twierdzi, że Kramek rzucał w nich śnieżkami. W wywiadzie dla mediów powiedział:
„Jeden z policjantów spryskał mi twarz gazem pieprzowym z odległości około 20 centymetrów. To mnie na chwilę sparaliżowało. Pamiętam, że upadłem na ziemię, a następnie Policjant przycisnął moją głowę do ziemi kolanem… Skuto mnie kajdankami i ciągnięto po śniegu do radiowozu”.
  • Katarzyna Augustynek, osoba w podeszłym wieku, znana jako Babcia Kasia, była jedną z osób zatrzymanych podczas protestów 28 stycznia 2021 r. Babcia Kasia, która aktywnie uczestniczyła w protestach, została zatrzymana, zakuta w kajdanki i nękana przez funkcjonariuszy policji. Augustynek twierdził, że była maltretowana i „brutalnie rozebrana w brudnej toalecie” przez dwie policjantki, podczas gdy dwóch policjantów było świadkami zdarzenia. Stwierdziła, że nie miała dostępu do jedzenia, napojów i ciepłych ubrań. Seniorka – która cierpi na kilka przewlekłych schorzeń – otrzymała dostęp do leków które zażywa, dopiero po dłuższej dyskusji z policjantami. Warszawska policja zaprzeczyła tym oskarżeniom, a Biuro Kontroli Komendy Głównej Policji prowadzi obecnie dochodzenie w tej sprawie. Pod koniec stycznia 2021 roku wniesiono akt oskarżenia przeciwko Augustynek za incydent, który miał miejsce podczas demonstracji w grudniu 2020 roku. Augustynek jest oskarżona o znieważenie funkcjonariuszy policji oraz naruszenie ich nietykalności cielesnej funkcjonariuszy poprzez rzekome ugryzienia, kopniaki i opluwanie policjantów.
  • Filmy w mediach społecznościowych udostępniane przez dziennikarzy, pokazywały policyjne „kotły” w które wpędzano demonstrantów na wiele godzin oraz siłowe zapędzanie i wleczenie do radiowozów protestujących podczas manifestacji 29 stycznia 2020 r.

Obawy dotyczące zatrzymań:

11 stycznia 2020 r. Polski Rzecznik Praw Obywatelskich (RPO) opublikował raport Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur (KMPT), po odbytych wywiadach przedstawicieli biura RPO z zatrzymanymi, którzy brali udział w trwających protestach. W raporcie opisanokilka incydentów, w tym między innymi babci Kasi:

  • Jedna z aresztowanych kobiet powiedziała KMPT, że została „otoczona przez grupę policjantów”, którzy „powalili ją na ziemię, przycisnęli… i dusili. Poinformowała, że słyszała, jak funkcjonariusze mówili „gazem ją”. Kiedy jednak zorientowali się, że jest młodą dziewczyną, „zrezygnowali z użycia gazu”.
  • Niektórym zatrzymanym polecono zdjąć całe ubranie oprócz bielizny, podczas gdy inni informowali, że zostali poddani „kontroli osobistej polegającej na rozebraniu się do naga i wykonaniu przysiadu”. W jednym przypadku zatrzymany musiał rozebrać się i „stanąć nago przed funkcjonariuszem”.
  • W jednym przypadku KMPT odnotował obrzęk i zasinienie na ciele zatrzymanej osoby. Jednak pomimo widocznych obrażeń - w tym twarzy - mężczyzna nie został zbadany przez lekarza.
  • KMPT odnotował również, incydent, gdzie jeden z zatrzymanych leżąc na ziemi i będąc skuty kajdankami, został „kopnięty w twarz przez funkcjonariusza”, a podczas próby ucieczki został uderzony pałką. W rezultacie czego zatrzymany położył się na ziemi i nie stawiał dalszego oporu. Mimo to zatrzymany poinformował, że otrzymał jeszcze dwa kolejne ciosy, kiedy leżał.
  • W niektórych przypadkach pojawiły trudności lub całkowity brak dostępu do wsparcia prawnego. Ponadto niektórym zatrzymanym nie zapewniono poufności, w czasie kontaktu z przedstawicielem prawnym. Wizyty ad-hoc ujawniły, że wielu zatrzymanych nie zostało poinformowanych, na jakiej podstawie lub na podstawie jakiego powodu zostali zatrzymani.

Jak już wcześniej pisaliśmy, taktyka przewożenia zatrzymanych na komisariaty policji oddalone o kilometry od Warszawy była wielokrotnie powtarzana. W związku z tym raport stwierdza:

„Należy mieć na uwadze, że nieuzasadnione transportowanie zatrzymanych na komisariaty zlokalizowane daleko od miejsca zatrzymania, a zwykle również od miejsca zamieszkania tychże osób jest przykładem dodatkowych represji”.

Urzędnicy Państwowi na celowniku

Ostatnio nauczyciele i urzędnicy państwowi biorący udział w demonstracjach przeciwko prawie całkowitemu zakazowi aborcji znaleźli się na celowniku rządu.

Michał Sporoń, nauczyciel języka polskiego z Tarnowskich Gór oraz Iwona Ochocka, nauczycielka języka polskiego i dyrektorka prywatnej szkoły podstawowej w Tczewie, zostali oskarżeni o udział w ulicznych protestach przeciwko ograniczeniom aborcji. Należy zaznaczyć, że sprawa Sporonia została skierowana do Rady Pedagogicznej przez Barbarę Dziuk - posłankę z ramienia Prawa i Sprawiedliwości - która powiedziała, że nauczyciel „posługiwał się wulgarnymi hasłami podczas demonstracji i siał nienawiść wśród młodzieży”. Ochockiej natomiast zarzucano „narażanie młodzieży na ryzyko w czasie pandemii” i udział w demonstracjach o „nieetycznej i wulgarnej treści”.

W ataków na urzędników państwowych, Eliza Rutynowska podkreśliła, że samorządy, które pozwoliły swoim pracownikom wziąć urlopy na udział w demonstracjach przeciwko ograniczeniom aborcji, są obecnie pod obserwacją prokuratury, chcącej uzyskać szczegółowe informacje na temat kto udzielił zezwolenia na takie działania.

Wydźwięk

Incydenty przeciwko dziennikarzom

20 stycznia 2020 r. dwóch fotoreporterów z Gazety Wyborczej zostało potraktowanych gazem przez policjantów podczas protestów w Warszawie. Obaj fotoreporterzy mieli na ramionach opaski identyfikujące się jako przedstawiciele prasy.

21 stycznia 2020 r. Piotr Żytnicki, dziennikarz Gazety Wyborczej, doświadczył homofobicznej mowy nienawiści w Internecie ze strony księdza katolickiego podczas kazania na żywo na YouTube z powodu jego relacji. Podczas kazania zawieszony ks. Michał Woźnicki odniósł się do niedawnego artykułu i stwierdził, że dziennikarz pójdzie do piekła „za swoje grzechy” ze względu na swoją orientację seksualną. Ksiądz pokazał zdjęcie dziennikarza, zasugerował, że jest zboczeńcem i powinien rozważyć popełnienie samobójstwa ze względu na swoją orientację seksualną. Żytnicki relacjonuje historię toczącego się sporu prawnego między kapłanem a zgromadzeniem salezjańskim w Poznaniu. Na Twitterze dziennikarz powiedział:

„Przez lata mojej pracy dziennikarskiej spotykałem się z agresją, z różnych stron, więc to dla mnie nic nowego. Jednak nigdy nie spodziewałbym się tak wulgarnego ataku ze strony księdza katolickiego”.

Cenzura i niezależność mediów

8 stycznia 2021 roku Robert Bąkiewicz, prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, organizatora kontrowersyjnego Marszu Niepodległości w Polsce w listopadzie 2020 roku, złożył pozew cywilny o zniesławienie przeciwko polskiej redakcji i portalowi śledczemu OKO.press. Pozew dotyczy dwóch artykułów opublikowanych w związku z trwającym protestami przeciwko niemal całkowitemu zakazowi aborcji i przemocy ze strony skrajnie prawicowych grup (proboszcz parafii św. Krzyża o nacjonalistycznych bojówkach: bronią kościoła przed dziczą; policja potrzebowała ich pomocy. ”). Bąkiewicz domaga się opublikowanych przeprosin i 10 000 zł odszkodowania (2 203,71 euro).

20 stycznia 2021 r. Została uruchomiona polska konserwatywna prorządowa platforma przypominająca Facebooka. Platformę pod nazwą Albica prowadzi Gazeta Polska, konserwatywny tygodnik wspierający rządzącą partię PiS. Jak informował wcześniej CIVICUS Monitor, gazeta w jednym ze swoich numerów próbowała rozprowadzać naklejki anty-LGBT mające na celu wspieranie uchwał lokalnych samorządów dot. „stref wolnych od LGBTI” na niektórych obszarach Polski. Celem Albiki jest walka z „cenzurą”, która rzekomo istnieje na innych popularnych platformach mediów społecznościowych, ponieważ konserwatyści i prawicowi zwolennicy narzekali na „cenzurę” w Internecie. Pomimo zebrania ponad 100 000 użytkowników w ciągu pierwszych trzech godzin po uruchomieniu, Albica była mocno krytykowana za kwestie techniczne, bezpieczeństwa i prywatności. Na przykład, użytkownik mógł tymczasowo zmienić logo Albiki na tęczowy symbol LGBTI, podczas gdy inny mógł uzyskać dostęp do danych 10 000 użytkowników. Warto zaznaczyć, że wśród użytkowników, którzy zarejestrowali się na platformie byli minister kultury Piotr Glińsk i wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta.

Na początku stycznia 2021 r. Zaproponowano projekt ustawy, który ma na celu zakazanie platformom społecznościowym blokowania, zakazywania lub usuwania treści, które nie naruszają polskiego prawa. Projekt ustawy został przedstawiony w kontekście debat na temat uprawnień Facebooka do ograniczania treści od polskich skrajnie prawicowych użytkowników i jest kontynuacją procesu zawieszenia konta byłego prezydenta USA Donalda Trumpa przez Twittera. Zgodnie z propozycją powołana została „Rada ds. Wolności Słowa”, której celem byłoby zobowiązanie platform mediów społecznościowych do przywrócenia zablokowanych, zakazanych lub usuniętych po przeglądzie treści. Platformy mediów społecznościowych, które złamią i nie będą przestrzegały tego prawa, mogą zostać ukarane grzywną w wysokości od 50 000 do 50 milionów złotych (około 11 100 do 11 milionów euro).

Reporterzy bez Granic (RSF) ostrzegli, że proponowany projekt ustawy będzie stanowić zagrożenie dla wolności wypowiedzi:

„Potrzeba regulacji nie powinna być podyktowana chęcią polskiego rządu do kontrolowania wiadomości i informacji w mediach społecznościowych... Rada ds. Wolności słowa jest wyraźnie zaprojektowana, aby wypełniać cele polityczne. Wzywamy rząd do ponownego rozważenia tej propozycji, która wydaje się szczególnie bezsensowna, ponieważ nie jest zgodna z proponowaną dyrektywą o usługach cyfrowych Unii Europejskiej, która przewiduje możliwość odwołania się do niezależnego organu ”- Iris de Villars, szefowa działu technicznego RSF.

Przeciwko zagrożeniu dla wolności mediów, 10 lutego 2021 r. Kilka polskich mediów zaprotestowało wobec planowanego opodatkowania usług reklamowych w mediach, wspólnie zawieszając serwisy wiadomości i blokując na kilka godzin swoje strony internetowe. Rząd twierdzi, że podatki wpłyną na sektory poważnie dotknięte pandemią - np. Kultura i zdrowie - i stanowią niezbędny krok w sprawiedliwym opodatkowaniu dużych korporacji medialnych. Jednak wg. przedstawicieli mediów, takie działanie zagrozi wolności mediów, ponieważ wiele redakcji jest silnie uzależnionych od dochodów z reklam w związku wykonywaniem swojej działalności, a podatki będą nieproporcjonalnie uderzać w niezależne polskie serwisy informacyjne, ponieważ projekt jest tak skonstruowany, że nie wpłynie to na małe, prawicowe, prorządowe media, a publiczny nadawca TVP jest wspierany finansowo przez opłaty abonenckie i dotację rządową w wysokości 440 mln euro.

Raporty alarmują o zagrożeniu dla wolności mediów

W nowym raporcie zatytułowanym „Democracy Declining: Erosion of Media Freedom in Poland: Media Freedom Rapid Response (MFRR) misja do Polski” Międzynarodowego Instytutu Prasowego (IPI) dokonano kluczowych ustaleń, do których należą:

  • Rząd PiS kontynuuje „wielotorowy atak” na niezależne media, starając się „zdusić redakcje krytykujące władze i podważyć dziennikarstwo śledcze”.
  • Zmniejszenie niezależności i obiektywności dziennikarskiej związanej z powołaniem pro-rządowej kadry zarządzającej i dziennikarzy, w tym także do Telewizji Polskiej (TVP).
  • Rząd zaaranżował „skoordynowaną kampanię” przeciwko niezależnym mediom, która „powiela taktykę stosowaną przez rząd Orbána na Węgrzech”.
  • Dziennikarze operują w „hiper-spolaryzowanym społeczeństwie”, w którym groźby i obelgi związane z ich pracą stały się normą. Ataki nienawiści na media społecznościowe są coraz częściej kierowane do dziennikarzy pracujących po obu stronach politycznego spektrum. Redaktorzy zauważyli, że reporterzy byli „rutynowo oczerniani, dyskredytowaniw rozmowach w prorządowych mediach lub przez przedstawicieli PiS”. Dziennikarzom często zarzuca się bycie „antypolskimi”, „działaczami politycznymi” lub „zagranicznymi agentami”.
„Pięć lat w dążeniu do wypełniania obecnej polityki świadczy, że Polska podejmuje niepokojące kroki ku drodze na której są Węgry, gdzie rząd w ostatniej dekadzie stworzył, a następnie wyeksportował system przejmowania mediów, bezprecedensowy w całej Unii Europejskiej. PiS wybrał elementy tej polityki, odpowiadajcie sytuacji w Polsce i znalazł rozwiązania dla wdrożenia tych które nie były możliwe lub pasujące do obecnego polskiego systemu.. Efekt, jak zauważył jeden z rozmówców, jest taki, że „wolne dziennikarstwo w Polsce powoli umiera”.